Pogląd Froebla na wychowanie wczesnego dzieciństwa cz. 22

Wcześniejszy wpis tej serii znajdziesz na http://www.golabek.com.pl/poglad-froebla-wychowanie-wczesnego-dziecinstwa-cz-21/

Nie tylko Froebel kładzie nacisk na udział wychowawcy w zabawach dziecka w okresie przedszkolnym. Amos Komeński kreśli nam całkowity program, jaki dziecko ma przechodzić w zabawach. Tak np. z zakresu fizyki dowiaduje się ono, co to jest woda, powietrze, ogień itp.; z optyki uczy się odróżniać światło od mroku, poznaje barwy; z geografii otrzymuje pojęcie, co jest dolina, pole, rzeka, sadzawka; z geometrii zrozumie wyrazy wielki, mały, długi, krótki, zapoznaje się z linią, kątem, kulą, płaszczyzną, poznaje główniejsze jednostki miary. Rousseau powiada: „Ćwiczyć uczucie dziecka to nie znaczy zużykowywać je tylko; należy nauczyć je czuć prawidłowo, prawidłowo sądzić o rzeczach przy pomocy uczuć; nie umiemy ani dotykać się, ani widzieć, ani słyszeć, gdy nas tego nikt nie nauczy”. Zdaniem Locke’a, „wiedza jest tak niezbędną dla umysłu dziecka, jak światło dla oczu; nie tylko należy odpowiadać na pytania dzieci, ale niezbędnym jest rozbudzać w nich żądzę wiedzy”. Pestalozzi szerszą jeszcze podstawę nadaje temu zagadnieniu w swych ostatnich rozmyślaniach; uskarżając się na wyłączne rozwijanie umysłu, pod koniec życia krytykuje on swą własną działalność i, wykazując tę jednostronność, mówi: „Największym nieszczęściem, największą klęską, jakie geniusz złego na ludzkość zsyła, jest wiedza, pozbawiona wprawy i nałogu. Bogaci jesteśmy w poglądy, lecz nie mamy siły do zaciętej walki w celu przeprowadzenia ich. Ta wprawa i nałóg – zdaniem przytoczonego pedagoga nie ukazują się w człowieku same, lecz nabytymi być muszą podobnież jak wiedza. Należy wynaleźć nowe abecadło, abecadło czynu, które by, rozpocząwszy od pierwszych objawów siły człowieka, prowadziło go stopniowo ku zgodności myśli i postępków”. Takie abecadło było właśnie najdroższym marzeniem Pestalozzi’ego; nie zdążył on wszakże urzeczywistnić go i zobaczyć najpierwszego zastosowania, jakiego dokonał Froebel. Nowe to abecadło spożytkowuje właśnie zabawę w celu wszechstronnego, harmonijnego rozwinięcia dziecka, które uważanym jest tutaj jako istota poznająca i tworząca; nauczenie się owego abecadła oparto na samodzielnej pracy uczącego się, a przeto o nauce tej stanowi jego usposobienie wewnętrzne i chęć własna. Stąd też należy starać się nie o to tylko, aby dziecko samo widziało, samo spostrzegało, robiło, lecz aby zajęcia jego były owocem dążącej na zewnątrz siły ducha; aby wyrobienie moralne zdobywane było drogą dobrowolnego pokonywania przeszkód; aby, na koniec, nie stopnie szkolne, nie Współzawodnictwo, próżność, zawiść, lub tym podobne dźwignie wychowania, lecz zadowolenie wewnętrzne było bodźcem do całej tej nauki. Nie poprzestając na samych tylko wskazówkach teoretycznych, Froebel próbuje zastosować je w praktyce i przychodzi do dziecka jako przyjaciel, jako starszy towarzysz, rozumiejący je i mogący nauczyć wiele. Nic nie narzuca: dopóki dziecko znajduje sobie robotę, pozostawia je w spokoju, obserwuje, sam się odeń uczy -i dopiero wtedy, gdy maleństwo zwróci się do tego starszego towarzysza, albo już nie wie, co robić ze swoją samodzielnością, towarzysz występuje w roli czynnej.

Ależ podobny sposób uczestniczenia w zabawie możliwym jest tylko w rodzinie – powie niejeden, jak to nam już nieraz mówiono. Przeważnie tak. Całkowite zadanie wychowania przedszkolnego realizowane bywa jedynie w otoczeniu rodzinnym – nie ulega to wątpliwości. Wiemy już od Froebla, że główną „ogrodniczką” powinna być matka. Jej tylko powierza on wychowanie dziecięcia, z warunkiem wszakże, aby nie poprzestawała na samym tylko instynkcie. Na łonie przyrody, na wolnym powietrzu, w zdrowej moralnej atmosferze rodziny kształtuje się przyszły człowiek. „Ogródek dziecięcy”, jako zakład publiczny, jest tylko pomocnikiem rodziny; uzupełnia on rodzinę, dodając ważny pod względem pedagogicznym pierwiastek, którego w niej braknie – towarzystwo rówieśników. Z tego niemal jedynego tylko stanowiska, w stosunku do dzieci, „ogródek dziecięcy” posiada pewną wartość, wartość nie lada jaką. Ale ma on też znaczenie dla starszych – dla matek, wychowawczyń, – jest dla nich szkołą, w której widują one dzieci najrozmaitsze, uczą się obserwować je, przyglądają się sposobom postępowania doświadczonej przewodniczki, niekiedy z jej błędów nawet starają się odgadnąć drogę pewniejszą. Co do dzieci, „ogródek” jest dla nich najpierwszą szkołą życia społecznego. Równi nam siłą towarzysze to najlepsza miara naszej własnej jaźni i najlepszy wychowawca w sprawie panowania nad sobą. Pracując, bawiąc się w towarzystwie innych, dziecko, pragnące brać udział w zabawie, musi, chcąc nie chcąc, poddać się porządkowi, pewnej planowości, bez których niema pracy wspólnej. Więcej tu mamy, aniżeli w rodzinie, sposobności okiełznania sobkostwa, próżności, dumy, świadczenia wzajemnej pomocy, robienia ustępstw. Obok takiego zdobywania umiejętności panowania nad sobą mamy tam szersze podwaliny stosunków braterskich.